wtorek, 3 marca 2015

long live Princess Animal and welcome to out world again!

słowo dnia:
REKREACJA



W procesie jest teraz wiele rzeczy, ale teraz na niezwykle bieżąco zapisuję niesamowitą informację w tym akurat dzienniku.

Od około miesiąca konstruuję postać Princess Animal. Nie napiszę nic o niej jeszcze, ale postanowiłam zrobić ceremonię ogłoszenia jej - właśnie teraz, własnie tu. 

Okoliczności celebracji:
właśnie postanowiłam wygooglować mój, w jakiś sposób prawdopodobnie przyszłościowy, artystyczny twór - czy pokrywa się z czymś innym, bo wiadomo, że wszystko już było. No i znalazłam sklep z artykułami do kraftów z dalekiej Ameryki (w  której podobno jest już 2017 rok) i wpis na ich bloga Z WCZORAJ: Princess Animal is dead


i postanowiłam już nie czekać,

jeśli im umarła PA i piszą o tym wczoraj, a mi się urodziła, to już dziś trzeba już z nią wyjść na skałę i zaprezentować jak Simbę

idzie wiosna i wszystko idzie,
no to też
here she comes! :)


wtorek, 24 lutego 2015

o tym jak chciałam, nie mogłam i nie zrobiłam #windofchange

ja - ola jaką jestem zazwyczaj - ma trochę pstro we łbie i robi rzeczy bez przemyślenia. jeździ po świecie z nieznajomymi, chodzi na boso, je z podłogi. może to jest dziwne pstro, ale jednak pstro. (każdy ma takie pstro na jakie sobie zasłużył). ja bym mogła to zrobić tam jechać, olać moje niewygodności i zrobić coś dla świata, dla innych osób, siebie rozdać w prezencie, przecież jest mnie tak dużo! i przecież lubię być się rozdawać dla ludzi. ale jeśli tak zrobię, to nikt mnie nie powstrzyma - nie zawróci - nikt nie powie - oleńko, stój i pomyśl chwilę co robisz (no, a jeśli powie, to zostanie spacyfikowany, bo takie uparte rozdawanie siebie jest jak wojna, a na wojnie kto nie jest z nami..) - nie zostanę eskortowana pod żadną dyktaturą do żadnej kliniki duszy i ciała. sama sobie muszę zapewnić taką eskortę, jednoosobową paradę bez chorągwi, powiedzieć wszystko to sama i zająć się sobą - z takim oddaniem, jakbym zajmowała się kimś innym. już gobie gotuję, już sobie dbam o czystość - dla siebie, bo okazało się, że chcę. już się pilnuję przed cukrem i głupotami. idę teraz sprzątać sprawy w archiwum, a potem akcje pomysły i działać nowe szalone dobre.



chęci:

czasem chciałabym, żeby na moim balkonie wylądował książe na koniu z kosmosu i mnie uratował - i właśnie wtedy postanawiam uratować się sama. sama sobie księżniczką, księciem, dworem i koniami w karocy!

w zeszłym tygodniu pierwszy raz poczułam, że chciałabym już czasem być też aleksandrą.

chcę zmniejszać ilość wojen na świecie - eliminując te moje.



i love świat jak zwykle, dziś kocham mnie i mojość bardziej, po to żeby jutro tę miłość rozprysnąć, jeszcze lepiej niż dotąd


ciao!

wtorek, 23 grudnia 2014

minimalizowanie

Zanim skończy się stary rok napiszę szybko, jaki był dobry.

Był bardzo dobry.

Czuję się faworyzowana przez życie. Większość spraw przyniosło więcej korzyści, niż się spodziewałam, a energia włożona w działania zwracała się z nawiązką z ten czy inny sposób. Napracowałam się bardzo przy różnych rzeczach. Traciłam nerwy, ale kontroli nie chciałam tracić. Zaczęły pojawiać się znienacka siwe włosy. Dokonałam też kilku odkryć i pierwszych razów. W sumie nie zmieniło się nic tak drastycznie, zmiany pojawiają się powolutku i konsekwentnie. Ciągle też robię mnóstwo głupot. Ciągle muszę pilnować się, żeby nie być głupią piczką, bo czasem zagalopowana zapominam.

Teraz skupiam się na usuwaniu, minimalizowaniu, czyszczeniu i wietrzeniu, żeby w nowy rok wejść z petardą. Nie mam żadnych konkretnych planów. Jedyne rzeczy wg planu to poustalane koncerty, co wyznaczają rytm. Nie mam planu, nie mam żadnej konkretnej pracy. Coś tam przychodzi, od słowa do słowa się pojawia.

Chcę zrobić w tym roku nowym wszystkie te rzeczy, które mi krążą po głowie od kilku lat. ALE! najbardziej chcę słuchać FLOW i iść tam gdzie każe.

Mam pewien plan, długoterminowy pomysł na taką spinającą wiele wątków klamrę. I dużo odnóg co się z niczym nie łączą. Flow hasa.

A ja sobie z nim razem pomykam myk myk do przodu



__

No ale i tak trzeba też napisać, że najlepsze, co mi się przydarza, to ludzie, których poznaję, którzy mnie uczą, od których się uczę, którzy mi dają inspiro i siłę. TYle pięknych, niepowtarzalnych ludzi, każdy ma inny kosmos w głowie. I za to, że oni są ze mną jestem mega wdzięczna.

wtorek, 3 grudnia 2013

3P: podróże przygody porządki

Mam ogromną przyjemność z odkładania przedmiotów na swoje miejsce. Nigdy przedtem tego nie miałam. Najfajniejsza część, to ta, która zaczyna ten proces uporządkowanego życia: wymyślanie gdzie dany przedmiot powinien przynależeć, w jakim miejscu znalezienie go będzie oczywiste. Więc trzeba przez chwile pomyśleć o istocie przedmiotu. Czy ma być bardziej pod ręką, czy może lepiej z gromadą przedmiotów o podobnych właściwościach? Kiedy wybór zostanie podjęty potem jest już tylko konsekwencja w dokonanym wyborze - i ona też mnie tak bardzo raduje.

Okazuje się, że bycie nie-bałaganiarzem to jest dokładnie to samo, co pakowanie bagażu na tripa autostopowego, gdzie przez kilka tygodni trzeba żyć we własnym plecaku. Jak już się wybierze potrzebne rzeczy o trzeba znaleźć im właściwe miejsce. W ten sposób można nie wypakowywać się przez tydzień i ciągle wszystko znajdować.

Takie życie w plecaku wymaga analizy przestrzeni danej skrytki i nawet nazwania jej - oficjalnie przy współtripowiczach, by wiedzieli, że jak chcą coś znaleźć w tej dużej kieszonki z góry plecaka od zewnątrz, to można na nią krócej powiedzieć "kieszonka na klapie", a jak powiem "kieszonka na plecach" to chodzi o tę długą wąską przegródkę na długość całego plecaka, która znajduje się wewnątrz bagażu. I jak wprowadzimy te nazwy to oszczędzamy w ten sposób gadaniny, żeby komuś wytłumaczyć, gdzie są schowane widelce. To jest wprowadzanie systemu - "zaawansowane pakowanie bagażu" mam już ukończone, z certyfikatem, teraz chodzę na "podstawy porządku w przestrzeni mieszkalnej". Dopiero zaczynam, więc nie jestem w stanie o tym zbyt dużo powiedzieć.

Życie w plecaku i podróżowanie autostopem już mnie nie cieszy prawie w ogóle. Tzn. cieszyło mnie kiedyś najbardziej na świecie, ale po 9 latach jeżdżenia przeżyłam wystarczająca ilość przygód z różnych kategorii zdarzeń: zdarzenia radosne, smutne, straszne, ekscytujące, niespodziewane, nielegalne a mimo to niezbyt głupie, zdarzenia ekstremalnie głupie, a także te zdarzenia piękne, te pokazujące harmonię świata, jego sprawiedliwość, bądź te wymagające walki i starań o różne rzeczy. I ten cały bagaż jest tak wielki, że już chyba nie chce go w ten sam sposób wypełniać, bo najprawdopodobniej wszystko już było. Przynajmniej z kategorii "autostop i szalone młodzieńcze podróże", a są jeszcze inne kategorie życiowe, w których zdarzyło się zdecydowanie mniej i teraz jest czas na to, by te zaległości nadrobić. Nie żebym mówiła, że przeżyłam wszystko, ale w zasadzie poznałam całą różnorodność takich podróży i chciałabym teraz próbować robić inne rzeczy w moim życiu.

Chcę pozbyć się wszystkich zbędnych przedmiotów z mojego życia, bo w zasadzie ich nie potrzebuje. Wielu z nich nie używam. Wielu z nich używam raz na bardzo rzadki czas. Nie ma co trzymać sentymentów, nie chce żeby mi rzeczy przypominały o historiach z życia. Pamiętam trochę historii z mojego życia, a jak będę chciała sobie przypomnieć resztę, to obejrzę fotki, albo pogadam z przyjaciółmi, z którymi coś przeżyłam. Zauważam, że powoli wyrzucam z głowy wspomnienia. i dobre i złe. zostają tylko te takie kamienie milowe, co mnie ukształtowały. to jest takie dziwne "tu i teraz". W każdym bądź razie, jak już nie będzie tych gratów różnych, zawalidróg wszelakich, to będę mogła skupić się życiu, a nie na dbaniu o sprawy materialne, czy sentymenty. Kapitanie, obieram kurs w stronę minimalizmu przedmiotowego i maxymalizmu duchowego. To będzie dopiero niesamowita podróż i niepowtarzalna przygoda. Czy tak?

czwartek, 14 listopada 2013

takie życie sobie wymarzyłam

totalna inspiracja na dziś:

Akademia Witalności - jak oszczędzać na jedzeniu, czyli optymalizacja eksploatacji

nie umiem tego wszystkiego wprowadzić do życia na raz, ale ta myśl jest dobrem, które powinno przyświecać. to wcale nie jest tekst o tym, jak tanio jeśc - to jest o tym, jak dobrze żyć. a zdrowe życie zapewnia psychiczną energię i uwolnienie od głupot. na dobry początek sprzątnęłam mieszkanie - kiedy ogarnie się przestrzeń wokół siebie, w głowie też jest większy porządek.

czuję porządek i dobre zmiany.

odcinam się od "problemów pierwszego świata".

jest kolorowo i pachnie.

muzyka i światła.

spokój i miłość.

piątek, 8 listopada 2013

życie kocham nieskrycie

mam ochotę żyć, tak bardzo chcę żyć i robić piękne rzeczy, pozwolić wrócić wrażliwości, odgrzebać się ze skorupki w którą przez zapatrzenie się oblekłam, zacząć znowu zwracać uwagę na rzeczywistość i te wyjątkowe momenty. i tworzyć te momenty i być świadomym. oto wyjątkowy moment - moje życie, postaram się o tym nie zapomnieć znowu. przepraszam cię moje życie, że zapomniałam jakie jesteś piękne. na nowych warunkach zaczynam już dziś i od teraz będę celebrować - smutki, radości, codzienność. w niskiej rozdzielczości i w radości codzienności.

piątek, 4 października 2013

prze łomy

http://zacznijzyc.net/a098/